Przejdź do treści

Jeszcze raz pozwolę sobie wrócić do ostatniej zimy (dziś za oknem +18 stopni). Z jednej strony zdjęcie tego byka było łatwe, podszedł blisko czatowni, ponieważ było tam jedzenie (nie ja je wyłożyłem). Przechadzał się spokojnie, czasem w kadrze pojawiały się też krążące tam żubry. Powoli robiło się ciemno. Zdecydowałem się na zdjęcie oddające naturalne warunki świetlne – czyli bez rozjaśniania. Pół godziny później zapadł zmrok. Wyczytałem, że wzrok jeleni pozwala im dość dobrze orientować się w ciemnościach.
Jelenie w tym roku – odnoszę takie wrażenie – pojawiają się dość często, choć niekoniecznie blisko.

Bug to rzeka wyjątkowa. Duża i dość naturalna. Mglisty poranek potrafi dostarczyć zapierających dech wrażeń, szczególnie gdy mgła była delikatnie rozświetlona błękitem czystego nieba i ciepłym blaskiem podnoszącego się Słońca. Wszystko to o znośnej porze – na początku kwietnia takie warunki panują ok. 5.30 rano. Oczywiście mgła nie jest gwarantowana.

Podobno ziąb, a być może nawet śnieg z deszczem, wrócić może w najbliższych dniach. Ja jednak raczej zastanawiam się, czy jeszcze zobaczę prawdziwą zimę. Taką z dużym śniegiem, a potem roztopami. Tę zjawiskową stodołę pośród śniego-wodo-lodu wypatrzyłem ledwo kilka tygodni temu. Dobrze wpisuje się w powoli dojrzewający w mojej kolekcji cykl Ponurego Mazowsza – krainy bez spektakularnych elementów krajobrazowych, która ciekawa nie jest, choć bywa. Zaledwie kilka dni później ten widok stał się pospolity, choć nie wykluczam kolejnych powrotów na tle ciemnego, pochmurnego nieba.

Lodowate poranki, jakich jeszcze niedawno doświadczaliśmy, dają możliwość o obcowania z niepowtarzalną kolorystyką. Lekki niebieski zafarb to szron i tylko różowe niebo jest typowe, choć właśnie jego współgra z niebieskim tworzy specyficzny klimat. Powietrze jest albo krystalicznie czyste (bardziej niż w ciepłe dni) albo wypełnione jednorodną mgiełką – jak na powyższym zdjęciu, dzięki czemu kadr jest podzielony na wyraźny pierwszy plan, lekko zamglony środek i nienarzucające się tło.

Ludzie spierają się. Ingerować w drzewostany czy nie. Dokarmiać zwierzęta czy nie. Ja sam jestem 2 razy na ‘nie’ (poza dokarmianiem ptaków). To długi temat.
Zajmuję się fotografią – czyli też obserwacją – przyrodniczą od 7 lat. Mam takie złudne wrażenie, że drzewa nie są w niebezpieczeństwie. W końcu są wszędzie, łatwo je znaleźć, zrobić im zdjęcie. To zwierzęta są w niebezpieczeństwie, to je trudniej podejść, dostrzec, sfotografować.
Takie pojmowanie przyrody to oczywiście nieporozumienie. Bo drzewa i roślinożerne ssaki to system naczyń połączonych. Niby to oczywiste, a jakże łatwo zapominane. Bardziej przecież cieszymy się ze zdjęcia zwierzęcia niż drzewa. Tymczasem drzewa – zwłaszcza świerki – nie mają łatwo. W Polsce zrobiło się dla niektórych za sucho i za gorąco
Wciąż jednak drzewa nie mogą odbiec jak zwierzęta, więc to zwierzęta są bardziej szanowanym trofeum fotograficznym. No chyba że zdjęcia zostały zrobione z dobrze usytuowanej czatowni (żubry z bliska). Wówczas zrobienie efektownych ujęć jest łatwe. Co nie znaczy, że z nich nie cieszę. I z tego, że te zwierzęta żyją i mają się (jak dotąd) całkiem dobrze.
Ale oczywiście większą satysfakcję mam ze zdjęć takich jak żubry we mgle. Przechadzały się samotnie, z dala od ludzkich siedzib. Udało się podejść do nich dość blisko.

Łąka koło wsi w sercu Puszczy Białowieskiej. Na łące stoi nieinwazyjna wieża widokowa. Widok w sumie nie jest taki łatwy. Czasem przejdzie żubr albo na granicy lasu pojawi się sarna. Stoję tam z kimś, kto jest ważny. Raz widzimy to miejsce podobnie, raz inaczej. Jest zimno. Parę dni później do głowy przychodzi taki krótki wiersz:
Jemioły szał
Zachodzącemu Słońcu dał
Tło, pierwszy plan lub cień
By czerpał inspirację zeń.
I… tak się cieszę, że marzliśmy tam razem.

To jest bardzo dziwne zdjęcie. Od wielu dni sarny przechadzają się pomiędzy halami fabrycznymi na obrzeżach Garwolina (ok. 60 km od Warszawy). Ani zestrachane ani pół-oswojone. Dały się podejść dość blisko, ale w końcu jednak odbiegły. Chodzą po łąkach, które jeszcze kilka lat temu mogły śmiało traktować jak swoje. Wyskubują z gruntu oziminę. W tle – potężne obiekty, kilkaset metrów dalej – osiedle nowoczesnych bloków. Czy to one tu nie pasują? Czy raczej tło jest wysoce niestosowne?

Jakiś czas temu wspominałem już o Bagnie Bocianowskim, niewielkim rezerwacie w okolicach Celestynowa pod Warszawą i o moich obawach związanych ze stanem wód w tym miejscu. Tym razem można było ulec wrażeniu, że wszystko jest normalnie, Mróz, dużo śniegu. Miejsce przed i o świcie wyglądało naprawdę dziko. Tym razem plener – w towarzystwie wielu znakomitych fotografów ze Związku Polskich Fotografów Przyrody – wymagał dobrego refleksu i przytomności. Niebo nie mogło się zdecydować – proste światło gładkiego nieba i tylko kilka chwil z kilkoma chmurami.

Minęło sporo czasu, odkąd powstało to zdjęcie. O okolicznościach pisałem dawno temu – zaskakujące łąki, wcale nie w Puszczy Białowieskiej. I one, solidarne żubrze mamy z maluchami. Po tych wszystkich miesiącach nie wiem, co myśleć o przyrodzie, czego się spodziewać. Niby chwilowo jest nieźle, zima, jest zimno, popaduje śnieg, co daje szanse lasom na odżycie, a żubrom na nieco spokojniejsze bytowanie. Oby tak właśnie było. Szczęśliwego 2026!

Kolejne – prawie na pewno nie ostatnie – sięgnięcie do archiwum skandynawskiego. Poranek, trochę przypadkowa pobudka, dostrzeżenie szansy w widocznej w przedporannej ciemności mgle. W sierpniowym zimnie – 5 stopni – krążyłem samochodem wśród niewielkich jezior w południowej Szwecji. Nie wiem, ile bym zapamiętał z tego konkretnego miejsca, gdyby nie zdjęcie. Tych jezior było kilka, przy każdym spędzałem przynajmniej 20 minut, a poranny spektakl światła, który czasem trwa raptem kwadrans, tu życzliwie się przeciągał. Na camping wróciłem pełen najlepszych przeczuć.