Tłum

Pisałem już kilkukrotnie o tym, jak niesamowitym miejscem są Stawy Milickie. Powyższe zdjęcie pokazuje, że jest to obszar, gdzie ptaki występują naprawdę tłumnie (choć oczywiście nie zawsze dobrze to widać). Wydaje mi się to ważne m.in. dlatego, że mam wrażenie, iż ptaków jest coraz mniej. Pisze o tym wielu przyrodników – że miejsca intensywnego wcześniej występowania ptaków obecnie są niepokojąco ciche.
Mój IG https://www.instagram.com/witoldwerner/  Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl

Jak dwie wyspy

Zwróciłem uwagę na te drzewa tęsknie ku sobie pochylone, bo skojarzyły mi się z zerwanym mostem łączącym dwie wyspy. Kadr opowiada nieprawdziwą historię, w końcu to tylko żywioły skierowały te drzewa ku sobie, a nie wola połączenia czy dialogu. Ale wyobrazić sobie coś – zawsze miło.
Zdjęcie powstało podczas fantastycznego pleneru zorganizowanego przez Katarzynę Gubrynowicz nad Wisłą na wysokości Modlina.
Mój IG https://www.instagram.com/witoldwerner/  Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl

Po prostu ściana drzew

Niezmiennie mnie zadziwia, jak bardzo potrafi się zmienić dość zwyczajny nadrzeczny widok, gdy oświetla go rozproszone przez mgłę światło ledwo zapowiadającego się słońca. Snułem się po okolicy, wiedząc, że te nietypowe warunki nie trwają nigdy długo. Poranek to krótki spektakl, trwa zwykle ok. pół godziny (choć z tzw. blue hour może się nieco wydłużyć). Najciekawiej jest zazwyczaj przed wschodem słońca. Zdjęcie zrobione nad Narewką k. wsi Pogorzelce.
Mój IG https://www.instagram.com/witoldwerner/  Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl
 

Pejzaż i dokumentacja

Zamieszczam oba zdjęcia, aby pokazać, jak radykalnie inaczej może wyglądać to samo miejsce. Rzecz nie dotyczy tylko kolorystyki i nastroju, ale też przekazu. Zdjęcie pierwsze to pejzaż wykonany z zamiarem zrobienia pejzażu. Sprzyjało światło, na niebie pojawiły się bonusy, woda dała z siebie wszystko – i lustrzane odbicie i pomarszczone rozmycie. Zdjęcie drugie zrobiłem nie mając większej nadziei na to, że widać będzie na nim to, co z dystansu było prawie niewidoczne – że te same drzewa, jesiennie wyłysiałe, stały się miejscem wieczornego zgromadzenia dziesiątek kormoranów. Było już dość ciemno, wieczorne szarości dominowały, czas naświetlania był dość długi. Postprodukcja kosztowała mnie sporo wysiłku – ale chyba się udało.
Mój IG https://www.instagram.com/witoldwerner/  Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl

Po deszczowym wieczorze

Wracam (z przyjemnością) do wyjazdu do Skandynawii, aby przypomnieć sobie ten poranek. Poprzedniego wieczoru kładłem się spać w swojej furgonetce w ulewnym deszczu. Była to pierwsza i ostatnia prawdziwa ulewa podczas tego wyjazdu, nawet w Bergen, podobno najbardziej deszczowym mieście Europy była tylko mżawka i to przez raptem jedno popołudnie. Wtedy, na przedostatnim chyba kampingu przed ponownym wjazdem do Szwecji Norwegia potraktowała mnie pogodowo w naprawdę norweskim stylu.
Kładąc się miałem przeczucie, że poranek może być ciekawy, co prawda słońce miało być od „niewłaściwej” strony (za plecami) albo równie dobrze mogło nadal lać. W każdym razie nastawiłem budzik na jakąś 4-tą  rano i trafiłem mniej więcej w początek niebieskiej godziny. Czasu, gdy już kilka razy udawało mi się robić dobre pejzaże. Tym razem w bonusie dostałem jeszcze niskie chmury. W totalnej ciszy ustawiłem aparat na statywie. Kilkanaście metrów od brzegu przepłynął bóbr, którego przy tak słabym świetle nie miałem szansy sportretować. Ale widok jeziora Bandak, ten spokój po ulewie – to jedno z moich ulubionych zdjęć z tego wyjazdu.
Mój IG https://www.instagram.com/witoldwerner/  Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl

Bardzo jesiennie

Na tę miejscówkę na stawem Jamnik (Stawy Milickie) dotarłem z zaprzyjaźnioną ekipą fotografów, gdy na nocnym niebie dopiero zaczynały się pojawiać pierwsze światła poranka. Jednak już kilkanaście minut później było wystarczająco jasno, żeby robić zdjęcia, o niebawem zaczęło wyłaniać się słońce. Ptasi spektakl był nie do opisania, masowe przeloty, spacery po płytkiej wodzie i indywidualne popisy awiacji, wszystko to ze wschodzącym słońcem w tle. Wschód słońca był o tyle sprzyjający, że gdzieś w dali nad horyzontem musiało w powietrzu wisieć coś, co łagodziło jaskrawość światła.
Mój IG https://www.instagram.com/witoldwerner/  Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl

10 minut później było zupełnie inaczej

Powiedziałbym, że to zdjęcie dobrze obrazuje skomplikowane relacje, jakie mieszkańcy Warszawy (a może nawet całego Mazowsza) mają z Wisłą. Otóż w tej części Polski nie ma zbyt wielu malowniczych akwenów wodnych.  Miejsc, w które chciałoby się przyjść rano lub wieczorem i rozkoszować tym, czym woda ubogaca krajobraz. Ładne miejsca nad Narwią, Bugiem, Zalewem Zegrzyńskim, a Wisłą w szczególności, bywają, a nie są. Podczas spaceru nagle udaje się wykroić kadr nieoszpecony brzydką zabudową. Na płaskim mazowieckim pejzażu światło musi być naprawdę  wyjątkowe, żeby widok przyciągał wzrok. Wisła nie jest moim zdaniem rzeką szczególnie piękną.
Ja nad Wisłą bywam nieczęsto, a to, co udaje mi się wtedy zobaczyć, jest moim zdaniem zwyczajnie trudne w odbiorze.  Tamtego dnia (plener z Katarzyną Gubrynowicz) Wisła trochę nam – piątce szczęściarzy – się otworzyła. Zanim to zrobiła, w tym mrocznym zakątku, oddzielonym od głównego nurtu pasem ziemi (czy też wysepką – nie pamiętam), w mroku poranka po wodzie zaczęła się snuć mgła, która dużo odmieniła.
Mój IG https://www.instagram.com/witoldwerner/  Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl

Karramba

Stawy Milickie to bardzo specyficzny ekosystem. Formalnie – sztuczne stawy rybne, istniejące od kilkuset lat. Nie wszędzie wolno wejść, teren nosi bardzo silne piętno ludzkiej działalności,. Ale jednocześnie przyroda zabiega tu o swoje, a dla ptaków zarybione stawy to jak stołówka. Stąd mnogość czapli, ale też mnóstwa innych gatunków. Widoczne są niemal na każdym kroku, choć rzadko z bliskiego dystansu. Stąd reputacja tego miejsca – ciekawe zdjęcie ze Stawów Milickich to ciągle jest COŚ.
Mój IG https://www.instagram.com/witoldwerner/  Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl

Ponownie jezioro Setten w Norwegii

Wspomniałem wcześniej, że do Norwegii wjechaliśmy ze Szwecji leśną drogą. Camping nad jeziorem Setten powitał nas spartańskimi warunkami i mżawką. Rozbiłem namiot, w którym miała spać moja żona. Sam przygotowałem do spania samochód – naszego dzielnego, niezawodnego, choć niemłodego VW Multivana. Tymczasem przestało padać, a niebo zaczęło się popisywać późnym zachodem słońca i rozedrganym światłem. To był jeden z tych momentów, gdy myślałem o tym, że szkoda czasu na sen.
Ruszyłem na spacer wokół jeziora. Teren był trudny, ścieżka śliska, upadłem z aparatem na statywie opartym na ramieniu. Podeszczowa mgła w pewnym momencie rozpłynęła się. Była godzina 23.30 lokalnego czasu, połowa lipca, gdy usiadłem z kubkiem wina na brzegu jeziora. Siedziałem jeszcze bardzo długo, cały czas robiąc zdjęcia.
Mój IG https://www.instagram.com/witoldwerner/  Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl