Wracam (z przyjemnością) do wyjazdu do Skandynawii, aby przypomnieć sobie ten poranek. Poprzedniego wieczoru kładłem się spać w swojej furgonetce w ulewnym deszczu. Była to pierwsza i ostatnia prawdziwa ulewa podczas tego wyjazdu, nawet w Bergen, podobno najbardziej deszczowym mieście Europy była tylko mżawka i to przez raptem jedno popołudnie. Wtedy, na przedostatnim chyba kampingu przed ponownym wjazdem do Szwecji Norwegia potraktowała mnie pogodowo w naprawdę norweskim stylu.
Kładąc się miałem przeczucie, że poranek może być ciekawy, co prawda słońce miało być od „niewłaściwej” strony (za plecami) albo równie dobrze mogło nadal lać. W każdym razie nastawiłem budzik na jakąś 4-tą rano i trafiłem mniej więcej w początek niebieskiej godziny. Czasu, gdy już kilka razy udawało mi się robić dobre pejzaże. Tym razem w bonusie dostałem jeszcze niskie chmury. W totalnej ciszy ustawiłem aparat na statywie. Kilkanaście metrów od brzegu przepłynął bóbr, którego przy tak słabym świetle nie miałem szansy sportretować. Ale widok jeziora Bandak, ten spokój po ulewie – to jedno z moich ulubionych zdjęć z tego wyjazdu.