i niski nastrój. Tak, Norwegia dostarcza tego mnóstwo. Jakoś najczęściej przytrafia się to, gdy wsiadam na prom, aby przeciąć jakiś fjord. Płynie w totalnej ciszy, ponieważ jest elektryczny. Wydaje się, że nawet dym z komina by trochę rozweselił ten widok – ale nie, nie ma tego. Pozostaje wpatrywać się w to, co widać za burtami. A tam jakby ryt w stalowej płytce, nie wiadomo, czy wygrawerowany czy wytrawiony kwasem. Czy gdzieś tam, na brzegu są ludzie, którzy się śmieją? Bardzo wątpliwe się to wydaje. I poczucie beznadziei narasta.