Przejdź do treści

Takie spotkanie oczywiście przyspieszyło mi bicie serca. Wiem, że wilk człowieka nie atakuje, no ale to jednak posiadacz silnej szczęki, a to w ogóle było moje raptem trzecie spotkanie z wilkiem, pierwsze z dość bliska i pierwsze, gdy na mnie spojrzał. No więc zdjęcie nie wyszło jak należy, bo nie pomyślałem o wyciągnięciu do maksimum ogniskowej obiektywu. Trwało to kilka sekund, wilk niespiesznie oddalił się.

Przyznam, że bardzo mi brakuje nadejścia bardziej sprzyjającej pogody, stąd rzut oka do archiwum, gdzie trafi się czasem jakieś przyjazne i ciepłe zdjęcie. Ten żuraw latał gdzieś nad podolsztyńskim lasem (chyba, a może to była mazowiecka łąka…), nie chce mi się sprawdzać, z którego archiwum go wyciągnąłem. Nie jest oczywiście tak, że zimą nie dzieje się nic, prawdę mówiąc z racji późniejszych świtów jest to pora całkiem wygodna. Ale od kilku tygodni rzut oka na weekendowe prognozy przynosi jedną informację: 100% zachmurzenia. Mój sprzęt niestety nie daje rady w takich okolicznościach i zdjęcia zwierząt wychodzą mało udane. A pejzaże z niebem równomiernie szarym rzadko mi się udają. Stąd czekanie na ładne, poranne światło, wiosną częstsze niż zimą.

Gdy wyjeżdżasz w nocy w teren, uprzejmie prosisz nadprzyrodzone czynniki sprawcze o sprzyjające warunki świetlne. Czy istnieją jakieś narzędzia pozwalające przewidzieć, jak zachowa się niebo i chmury? O ile wiem, wiatr zwiększa szansę na ładne okoliczności.
Tu się doprosiłem – mam w kadrze elementy ciepłe i zimne, rozświetlone i zacienione. Zdjęcie zrobiłem nad Bugiem i, jak łatwo się domyślić, 20 minut później nie było już na co patrzeć. Co ciekawe, wyszło mile dla oka, choć nie jest to zdjęcie pod światło.

Czasem trafia się taki poranek w lesie, kiedy nie wiem, co robić. Światło wydaje się mało spektakularne – wtedy mam skłonność do niedoświetlania zdjęć, przez co kilka znajomych osób orzekło, że lubię mroczne klimatów (to prawda). Tu prezentem od natury był niesamowity układ chmur.



W kończącym się roku 2023 miałem ogromną przyjemność zobaczyć i piękne widoki i sporo cudownych zwierząt. W terenie spędziłem 35 dni i każdy z nich był wspaniały, nawet jeśli nie zawsze wracałem z dobrymi fotografiami. Trudno mi opisać, jak genialnym doznaniem jest widzieć na własne oczy obrazy tworzone przez naturę (które czasem udaje się mniej lub bardziej twórczo przetworzyć w fotografię pejzażową). Również każde spotkanie z dzikim zwierzęciem zostawia trwały ślad w pamięci. Proszę pozwolić mi pokazać jeszcze raz to, co wyszło mi w mijającym roku najlepiej.

Ta pani oczywiście nie z patrzy podejrzliwie, tylko prawdopodobnie mruży oczy patrząc pod słońce. Zdjęcie pochodzi z pewnego spaceru jedną z dróg przecinających nadbiebrzańskie trzcinowiska. Niesamowite było to, co kilkaset metrów napotykałem jakieś zwierzę – a to łoszę, a to łanie, a to sarny. Wystarczyło iść i rozglądać się na boki. Fantastyczne doznanie, wziąwszy pod uwagę, że te tereny nie są specjalnie gęsto zalesione.

Mam teraz trochę martwy okres jeśli chodzi o udane zdjęcia (co nie znaczy, że nic się nie dzieje), z przyjemnością więc wracam do doświadczeń sprzed kilku miesięcy. Spędziłem wtedy kilka dni w Puszczy Augustowskiej korzystając z gościnności znajomych, którzy mają tam dom. Oczywiście byłem tam zbyt krótko, ledwie liznąłem uroków okolicy, zwierzęta (poza jednym wilkiem) generalnie nie pchały mi się przed obiektyw. Niemniej kilka ujęć mi wyszło, powyżej jedno z nich, proste, szczęśliwie zrobione pod zachodzące słońce. Oto co dzieje się na Czarnej Hańczy.

To zdjęcie powstało podczas mało obiecującego (bo późno rozpoczętego) spaceru po podolsztyńskich lasach. Krzyk żurawia, jak wiadomo, słychać z dużej odległości, ten wydawał się niezbyt odległy, w dodatku miałem wrażenie, że słyszę dość dokładnie, skąd dobiegał. Po przejściu leśną dróżką kilkuset metrów, cały czas słysząc klangor, dotarłem do łączki. Tam właśnie przechadzał się ten żuraw, prawdopodobnie przeszukując teren spenetrowany wcześniej przez dziki.

…ale jednak ja wiem odrobinę więcej. Wiem, że są, one chyba nie wiedzą, że ja jestem. Wiem, że 100 metrów dalej jest ogrodzenie Parku Narodowego. Wiem, że mi nie wolno tam wchodzić, one nie wiedzą, że im wolno. Ściana lasu w tle wzmacnia tajemniczość. Za pół godziny mgła się podniesie, zaświeci Słońce i zrobi się zupełnie zwyczajnie.

Spotkanie sarny teoretycznie nie jest w Polsce niczym nadzwyczajnym, biega ich po lasach jakieś kilkaset tysięcy. A jednak każde takie spotkanie zapisuje się w mojej pamięci, m.in dlatego, że zanim zająłem się obserwacją przyrody, przez kilkadziesiąt lat nie widziałem ani jednej sarny. Poza tym są to przecudne zwierzęta, nie po raz pierwszy zadaję sobie pytanie – jak można do nich strzelać?