Świt

Prawda znana każdemu, kto chce mieć ciekawe światło – najłatwiej o nie o poranku. Jest to na tyle powszechna wiedza, że porannych zdjęć jest naprawdę mnóstwo, przez co teoretycznie stają się pospolite. Ja jednak nadal je lubię. Lubię też rytuał porannego wyjścia. Zawsze jest to poświęcenie. Latem dlatego, że wstać trzeba naprawdę wcześnie, o 5-ej jest już jasno. Zimą można spać dłużej, za to po wyjściu uderza ziąb.
Tak też było w tej sytuacji – są to okolice wsi Czerwonka k. Węgrowa (Mazowsze), styczeń. Pierwsze naprawdę lodowate dni tej zimy. Zrobiłem wtedy sporo zdjęć, te uważam za najbardziej udane.
Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl

Trznadle

Marzłem w pewien weekend przez kilka godzin, snując się po polach otaczających jedną z białowieskich wsi. Pogoda była naprawdę podła, wiał silny wiatr. Ratowałem się gorącą herbatą z termosu. W takich sytuacjach czasem wydaje się, że wysiłek dźwigania aparatu fotograficznego to nadmierne i zbędne poświęcenie. Zdjęcie takie jak powyższe trochę to wynagradza.
Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl

Żubry

To jedno z wielu zdjęć, które sprawiły, że z miejsca oddalałem się z poczuciem triumfu. Po okolicach Teremisek błąkałem się od 2 dni, z poczuciem zadowolenia, że las w kilku miejscach ukazał mi urodę późnej zimy – z zamarzniętymi rozlewiskami, surową szarością martwych świerków i nagich drzew liściastych. Do pełni zadowolenia brakowało tylko ładnego portretu żubra.
Tę dwójkę wypatrzyłem z szosy. Zacząłem powoli je podchodzić, co kilkanaście metrów zatrzymując się, aby kilka razy nacisnąć spust migawki. W końcu, co  było do przewidzenia, zirytowały się i ruszyły w moim kierunku – wówczas oczywiście oddaliłem się.
Powrót do galerii http://www.witoldwerner.pl