Przejdź do treści

To kolejny miły dla oka widok, jaki udało mi się zobaczyć i zarejestrować podczas porannego pleneru na południowo-mazowieckich stepach. W przypadku tego zdjęcia bardzo ważne okazało się to, że byłem we właściwym miejscu w bardzo właściwym czasie. Taki układ światła przebijającego się przez mgłę trwał dosłownie 5 minut. Fotografia dobrze pokazuje, że to samo miejsce może wyglądać fascynująco albo po prostu nudno. Gdy bowiem byłem w tym samym miejscu dzień wcześniej na rekonesansie, nawet nie warto było ustawiać aparatu, typowe popołudniowe światło słoneczne spłaszczało i banalizowało pejzaż.

Muszę powiedzieć uczciwie, że to zdjęcie nie wiązało się z jakimś szczególnym poświęceniem. Dzień wcześniej zrobiłem rekonesans okolicy (Bagna Całowanie na południe od Warszawy), dziś wystarczyło wstać o 5-ej, wypić kawę i przejechać się kawałek samochodem. Jadąc bałem się, że będzie nudnawo, gdzieś na górze dogasał księżyc na bezchmurnym niebie. Ale potem chmury się pojawiły, w dodatku na bagnach, co nie jest wcale rzadkie, zakumulowała się mgła.
Sfotografowany akwen to sztuczny staw, Mgła schowała to, co znajduje się jakieś 2 kilometry dalej i w normalnych warunkach mocno psuje krajobraz – linię elektryczną i domy. Znalazłem się w środku naturalnej „bańki”, ciesząc się widokami, których na Mazowszu trzeba się nieźle naszukać. Słońce wzeszło jakieś 10 minut później – ale to pokaże w jakimś przyszłym odcinku.


… jednym z najładniejszych, jakie znam – Łazienki w Warszawie. Podobno można tam natknąć się nawet na lisa. Lisa. Ale rzecz jasna najwięcej tam pływa kaczek, co jest nudne i banalne. Na szczęście dziś ogarnął je jakiś szał tańca na wodzie i łopotania skrzydłami, co na pierwszym zdjęcie udało się utrwalić w sposób dość ikoniczny, na drugim zaś – mniej oczywisty. Warunki świetlne – lubiane przeze mnie, ponieważ było pochmurne popołudnie, podczas którego udało mi się też zrobić kilka zdjęć typu urban landscape. Być może kiedyś je tu pokażę. Oczywiście będą czarno-białe.

Zdjęcie powstało w drodze na właściwy plener, który zakończył się niczym – celem były łosie, które najwyraźniej pochowały się przed grzybiarzami. Tak więc droga okazała się ciekawsza niż cel. Okolice na zachód od Puszczy Kampinoskiej są interesujące krajobrazowo, choć niekoniecznie w sposób oczywisty piękne. Niewielkie połacie lasu mieszają się ze stepowymi łąkami, a naturalny krajobraz w sposób brutalny jest przełamywany często tu spotykanymi liniami energetycznymi.

Bardzo się cieszę, gdy uda mi się zrobić udane zdjęcie ptaka – tu jest to kos. Ptaków niby jest dużo. Jednak podejść je jest dość trudno, tzn. podejść wystarczająco blisko, aby było je dobrze widać. Są zazwyczaj niewielkie i bardzo, ale to bardzo płochliwe. W przeciwieństwie do np. sarny, której ucieczka chwilę trwa i daje szansę na całkiem efektowną fotografię (w biegu!), uciekający ptak nigdy nie wyszedł mi dobrze – a nawet poprawnie – w kadrze.
Więc wbrew pozorom momentów, kiedy miałem szansę na ładne ujęcie, nie zaliczyłem w życiu zbyt wiele. Powyżej – jeden z nich. Oczywiście sekundę później po kosie nie było śladu. I tak się zazwyczaj kończy niemal każda moja krótka opowieść – zwierzę mniej lub bardziej pospiesznie oddala się.

Do wsi Bondary przyjechałem po raz n-ty na początku sierpnia, Padał deszcz. Nie cieszyło mnie to, ponieważ celem mojego wypadu było udokumentowanie przyrodniczej różnorodności tej okolicy. Po co? Otóż wójt gminy Michałowo wymyślił, że kilkadziesiąt metrów od tej boskiej lokalizacji powstanie wojewódzkie schronisko dla 2000 psów, Czaple, sarny i ludzie będą musieli się przeprowadzić gdzieś indziej,
Mam nadzieję, że ten apokaliptyczny plan uda się zmienić, W okolicy nie brakuje miejsc, gdzie taki obiekt mógłby powstać.

Lato może wydawać się wspaniałą porą na robienie zdjęć, ale w przypadku zwierząt to dość ciężki okres, gdy każde zwierze niknie wśród gęstych liści i wśród wysokich traw, wypatrzenie ich jest trudne, a człowiek jest zjadany żywcem przez komary i ślepaki. Dlatego nieco przewrotnie zamieszczam zdjęcie zrobione kilka miesięcy temu pod Olsztynem. Przed moim obiektywem znalazło się znacznie więcej saren niż ta jedna, ale to ona właśnie przyjęła najbardziej urokliwą pozę. Zdjęcie zrobione z ambony przechwyconej latem przez szerszenie, które zrobiły sobie pod jej stropem gniazdo.

Fotografowanie mew jest w gruncie rzeczy proste. Nie boją się przelecieć blisko ludzi, niektóre (co widać na jednym ze zdjęć z galerii głównej) zachowują się, jakby były oswojone. A jednak uchwycone w locie prawie zawsze prezentują się efektownie i dynamicznie.

Łoś jest symbolem Puszczy Kampinoskiej. Mieszka ich tam tyle, że statystycznie jeden łoś powinien przypadać na 1 km kwadratowy. Mimo to chodziłem po Puszczy wiele razy, a moje próby spotkania łosia ciągnęły się przez kilka miesięcy. Nie będę ukrywał, że narastała we mnie frustracja, zwłaszcza że zdjęcia łosi, czasem zrobione naprawdę blisko miejsc zamieszkanych przez ludzi, nie są w internecie rzadkością.
Ten młodzian oddalił się na chwilę od swojej mamy i na widok mój i mojego kolegi, który był wtedy moim przewodnikiem (dzięki, Grzesiek!) na dłuższą chwilę znieruchomiał. Obaj przykucnęliśmy i zaczęliśmy robić mu zdjęcia. Jak to czasem się zdarza, szczęście spotkania trwało dość długo – około 2 minut.

Często myślę, że najciekawsze rzeczy dzieją się wcześnie rano. Oczywiście nie każdy świt jest ładny, ale jeśli ciepłe wczesne światło rozproszy się na mgłach i podświetli je, bardzo ładne miejsce, w jakim byłem tego poranka, staje się nieporównanie ciekawsze niż za dnia. Tak wygląda nagroda za przypadkowe obudzenie się o godzinie 5.20, wyjrzenie przez okno i sięgnięcie po aparat.
Zdjęcie należy do serii fotografii dokumentujących urodę tej okolicy. Ma pomóc w staraniach zmierzających do przeniesienia w inne miejsce gigantycznej inwestycji – zajmującego ponad 6 hektarów schroniska dla 2000 psów – zapowiadanej przez gminę Michałowo w obszarze Natura 2000. Obiekt ten jest planowany w miejscu, gdzie obecnie latają czaple siwe i białe, błotniaki stawowe, czasem słychać też klangor żurawi.