Przejdź do treści

Prawdę mówiąc dopiero teraz zorientowałem się, że jakiś czas temu miałem tu jubileusz zamieszczenia na blogu 100-go zdjęcia (co nie odpowiada liczbie wpisów, bo w kilku pojawiło się więcej niż jedno zdjęcie).
Z tej nieoczywistej okazji zamieszczam kolejne zdjęcie żubrów. Wybrałem takie, które ładnie moim zdaniem ilustruje tezę biologów, że żubry to bardziej zwierzęta łąkowe (polne?) niż leśne. Nie ujmując im oczywiście nic z ich dzikości nie umiem jednak powstrzymać się przed skojarzeniem, że czasem przypominają krowy.
Są pod ochroną, a mimo to strzela się do nich – o tym ponurym paradoksie pisze w ostatnim numerze „Salamandry” prof. Rafał Kowalczyk z Instytutu Badań Ssaków w Białowieży.

Trochę już zapomniałem, jak wyglądają drzewa z listowiem. To dlatego, że wiosna w tym sezonie zdaje się nie spieszyć. Ale gdy przyglądam się kolejnemu zdjęciu znad rozlanego bugu, zwłaszcza zrobionemu w takich okolicznościach (było jeszcze przed świtem), myślę sobie, że ażurowa tekstura pozbawionych jeszcze liści koron drzew jest bardzo interesująca. Kojarzy się ze stanem uśpienia i jest subtelna.
To już drugie z dłuższej serii fotografii wykonanych w warunkach, które wydawały się totalnie niesprzyjające.

Nawet płaski pejzaż okaże się niezwykły, o ile: obudzimy się odpowiednio wcześnie, woda zaleje nam część pola widzenia, a przede wszystkim – potraktujemy sprawę wystarczająco poważnie i trochę dopisze nam światło, które zamieni nudną, jednolitą szarość nieba w bardziej dramatyczne zachmurzenie.
Miałem trochę szczęścia, aczkolwiek ustalmy, pomogłem mu wstając o 3.30. Zdjęcie powstało w trakcie pleneru prowadzonego przez Katarzynę Gubrynowicz.

Dziś mam do pokazania Państwu coś, co jest bardzo przyjemne i łatwe w odbiorze, ale wcale nie takie łatwe w stworzeniu. Przede wszystkim rzeki nie zawsze mają ochotę się rozlać – ostatnie lata były dość suche. Tym razem jednak miałem szczęście zobaczyć Narewkę, która w Białowieży rozlała się naprawdę efektownie. Pozostało poszukać dzień wcześniej obiecującej lokalizacji, która dałaby możliwość ładnej kompozycji i mieć nadzieję, że następnego poranka dopisze światło.
Zimą przynajmniej pora pobudki nie jest jakimś specjalnym zagadnieniem. Zdjęcie powstało ok. 6.30 rano. Tym co mnie trochę zaskoczyło podczas jego obróbki była intensywność złocistej barwy nieba. Ta kolorystyka jest co prawda dość częsta i nawet może się trochę znudzić, ale tu uwidoczniła naprawdę soczyście, przez co krajobraz jest nieco „marsjański”.

Zdanie z tytułu to złota myśl jeśli chodzi o teorię fotografii. Bardzo prawdziwa, naprawdę. Dokładnie to samo miejsce w tzw. „normalnych” okolicznościach miałoby bardzo kłopotliwe tło – mało atrakcyjną linię lasu i kawałek łąki. A tak… mgła w gruncie rzeczy wykonała za mnie część pracy. Dodatkowo miałem jeszcze to szczęście, że mgła nie rozpłynęła się mimo tego, że słońce było już dość wysoko. Stąd nietypowa kolorystyka – brudnawo-żółta zamiast czerwonawej, dość typowej dla mglistych wczesnych poranków.

Zamieszczam tu wspomnienie z ostatniego lata, bo marznąć ostatnio w Bieszczadach przypomniałem sobie upalny (nawet, jak tu, przed 6-ą rano) lipiec 2022. O ile pamiętam, komary nadmiernie nie dokuczały. Ta pani chyba mnie nie dostrzegła, natomiast z pewnością usłyszała pracę aparatu fotograficznego. Na zdjęciu wygląda, jakby intensywnie zasysała powietrze nosem, próbując węchem zweryfikować sytuację.

Pejzaż miejski nie jest moim ulubionym gatunkiem, uczciwie przyznaję, że nie umiem jakoś nadzwyczajnie fotografować miasta.
Lubię dobre zdjęcia metropolii. Zdarza mi się z absolutnym zauroczeniem przeglądać jeden z moich ulubionych albumów „A propos de Paris” Henri Cartier-Bressona. Jednak to właśnie Paryż był chyba moją najboleśniejszą porażką, nic mi tam nie chciało wyjść. Trochę lepiej wiele lat temu poszło w Pradze, będę jeszcze próbował z Berlinem, bo jestem świadom ogromnego potencjału tego miasta.
Tymczasem ostatnio sporo spaceruję po moim mieście – Warszawie. Niegdyś kopciuszek, teraz ponoć uchodzi za miasto designerskie, modne. Choć jestem zadowolony z niektórych warszawskich fotografii, uważam Warszawę za ekstremalnie trudną w fotografowaniu. Podobnie jak Gdańsk.

Nie jestem zbytnim szczęściarzem jeśli chodzi o napotykanie dzikich zwierząt i łoś jest tu niemal ucieleśnieniem mojego umiarkowanego szczęścia. Czyli: z dość daleka widziałem i fotografowałem je kilkukrotnie, tak bliskie spotkanie jak to powyżej przydarzyło mi się pierwszy raz w Biebrzańskim P. N. Było to spotkanie dla mnie dość intymne, nie dość że łosza pozwoliła się obserwować z dość bliska, to jeszcze nasze wzajemnie przyglądanie się sobie trwało naprawdę długo. W tym czasie ona dość swobodnie i niespiesznie przechadzała się, skubała gałązki albo po prostu rozmyślała.
W zasadzie to ja wszystko popsułem – niechcący oczywiście. Uznawszy, że czas ruszać dalej bezwiednie zaszedłem ją z drugiej strony – tak akurat prowadziła leśna droga. No i wykonałem w jej kierunku kilka kroków za dużo. Położywszy uszy dała sygnał, że jest zdenerwowana, więc wycofałem się.
Chciałbym dodać, że mój autorski kalendarz ze zdjęciami polskiej przyrody jest już dostępny, można go zamówić na https://allegrolokalnie.pl/oferta/kalendarz-na-sciane-2023-autorski-przyroda-polska lub przez formularz na stronie galerii (adres poniżej, zakładka 'Kalendarz’. Zachęcam do zakupu!

Wybrałem do tegorocznego kalendarza najlepsze zdjęcia z tych, które udało mi się w mijającym roku wykonać. Prace projektowe idą sprawnie i bez zawirowań, więc miło mi pokazać, jak będzie wyglądał mój autorski kalendarz z fotografiami polskiej przyrody. Jeśli ktoś chciałby złożyć zamówienie, proszę o kontakt przez formularz kontaktowy mojej strony Kalendarz. Pod tym adresem można też znaleźć szczegóły dotyczące kalendarza. Zachęcam do zakupu!

Do finalnego efektu jeszcze daleko, jednak miło mi wstępnie zapowiedzieć, które zdjęcia trafią do mojego autorskiego kalendarza na rok 2023. Przyznam, że wybór był dość trudny i przyjemny zarazem, ponieważ w mijającym roku miałem naprawdę dużo świetnych spotkań z naszą piękną przyrodą.
Prace projektowe trwają, niebawem zaprezentuję, jak będzie wyglądać tegoroczna edycja kalendarza.