
Łąka koło wsi w sercu Puszczy Białowieskiej. Na łące stoi nieinwazyjna wieża widokowa. Widok w sumie nie jest taki łatwy. Czasem przejdzie żubr albo na granicy lasu pojawi się sarna. Stoję tam z kimś, kto jest ważny. Raz widzimy to miejsce podobnie, raz inaczej. Jest zimno. Parę dni później do głowy przychodzi taki krótki wiersz:
Jemioły szał
Zachodzącemu Słońcu dał
Tło, pierwszy plan lub cień
By czerpał inspirację zeń.
I… tak się cieszę, że marzliśmy tam razem.