Kolejne – prawie na pewno nie ostatnie – sięgnięcie do archiwum skandynawskiego. Poranek, trochę przypadkowa pobudka, dostrzeżenie szansy w widocznej w przedporannej ciemności mgle. W sierpniowym zimnie – 5 stopni – krążyłem samochodem wśród niewielkich jezior w południowej Szwecji. Nie wiem, ile bym zapamiętał z tego konkretnego miejsca, gdyby nie zdjęcie. Tych jezior było kilka, przy każdym spędzałem przynajmniej 20 minut, a poranny spektakl światła, który czasem trwa raptem kwadrans, tu życzliwie się przeciągał. Na camping wróciłem pełen najlepszych przeczuć.