Czasem nie wiadomo, co powiedzieć. Moja przyjaciółka stała się ostatnio obiektem donosu głupawego sąsiada. Powód skargi – pani dokarmia ptaki, ma karmnik na balkonie. W świetle szału nienawiści skierowanej przeciw dzikom i stale podsycanej chęci mordowania tych zwierząt zaczynam się obawiać, że jakiś prawicowy burmistrz czy starosta uzna, że ptaków jest za dużo, że szkodzą, brudzą, głośno ćwierkają i skrzeczą.
Tymczasem apeluję – dokarmiajmy ptaki. Choć jest ich – niektórych – ciągle dużo, nie brakuje sygnałów, że jest im ciężko z powodu zmian cywilizacyjnych. Czytałem o łąkach, niegdyś pełnych ptaków, a obecnie opustoszałych. Za umieszczenie przy domu karmnika z pewnością spotka nas nagroda w postaci szalonego i radosnego spektaklu przylotów, lądowań, odlotów i przelotów.