
W ubiegłym roku na norweską wyspę Runde dotarłem kilka dni za późno – maskonury, które bardzo chciałem sfotografować, odchowały już swoje młode i odleciały. W tym roku dopilnowałem terminu i gdy po przybyciu na wyspę spytałem, czy maskonury nadal są, dowiedziałem się, że tak. Setki, o ile nie tysiące, można je zobaczyć z naprawdę bliskiej odległości – dowiedziałem się od człowieka, który szedł przez camping z aparatem fotograficznym.
Maskonury to niesamowite ptaki. Choć ich skrzydła wydają się niewielkie w porównaniu z korpusem, pokonują w powietrzu długie dystanse. W poszukiwaniu pożywienia – w tym charakterystycznych srebrnych rybek zwanych tobiaszami – umieją zanurkować na głębokość kilkudziesięciu metrów. Choć ich populacja jest liczona w milionach, zostały uznane za gatunek narażony na wymarcie – liczebność maskonurów niestety spada.
Dwa popołudnia pod rząd spędziłem na skalistym klifie, w towarzystwie około 30 innych fotografów. I faktycznie – było co oglądać. Były to jedne z najbardziej niesamowitych chwil, jakie spędziłem fotografując. Maskonury lądując pod wiatr chwilami niemal zawisały w powietrzu. Mimo huraganowych podmuchów poruszały się z niesamowitą precyzją. Często wchodziły z sobą w interakcje. I zdawały się nie zwracać większej uwagi na ludzi.
Zdjęcia wysokiej jakości https://500px.com/p/witoldwerner, mój IG https://www.instagram.com/witoldwerner/